Cypr w styczniu – czyli jak uciec zimie z całą familią

Cypr w styczniu

Gdy za oknem szron maluje liście na srebrno, a miasto raczy nas szarą melancholią, postanowiliśmy – dość! Zima? Tak, ale tylko na zdjęciach z gór. My wybieramy słońce. I tak oto, niczym grecka tragedia w wersji rodzinnej, ruszyliśmy hurtem na Cypr.

Ekipa? Mocna. My, dwójka dzieci, szwagier z żoną i dwie ich rozkoszne córeczki oraz teściowie – czyli zestaw, który z powodzeniem mógłby nakręcić nowy sezon „Wakacji z rodziną XXL”.

Start: Wrocław – Pafos

Lot? Zaskakująco sprawny (nawet dzieci nie zdążyły znienawidzić samolotu), a po wylądowaniu – bang! 20 stopni, palmy, słońce i… wypożyczone auta, które miały z nami przetrwać wszystko.

Dwa pierwsze noclegi w Pafos. Idealna baza na start.

Zaliczyliśmy:

  • Port w Pafos – dzieci ganiające dookoła ławki, dorośli ganiający dzieci, lody, promenada i śródziemnomorski klimat.
  • Ruiny i mozaiki – czyli dzieci: „nudnooo”, dorośli: „wow, to z II wieku?!”.
  • Wąwóz Avakas – absolutny hit! Trochę trekkingu, trochę tarzania w błocie, trochę „nie idź tam, spadniesz!” i „mamo, patrz!”.
  • Próba dotarcia na Lara Beach zakończona… rozsądkiem. Droga offroadowa + nasze autka z wypożyczalni = ryzyko. Ale powrót przy zachodzie słońca z widokiem na góry i morze? Poezja!

Afrodyta, winogrona i zachody słońca

Kolejnego dnia drodze oczywiście Skała Afrodyty – mitologia mitologią, ale najważniejsze były… dzieci moczące tyłki w lodowatej wodzie i biegające jak szalone po plaży.

Wpadliśmy też do winnicy. Przewodnik – z pasją opowiadał o lokalnych szczepach, my – z pasją testowaliśmy. Zakupy „na wieczór” okazały się strzałem w dziesiątkę!

Limassol? Spacer po promenadzie, zachód słońca w porcie i dzieciaki szalejące na placu zabaw. Sielanka.

Ayia Napa – czyli nasz raj dla dużych rodzin

Kolejne dni to już Ayia Napa i… willa, która nam się fartownie trafiła. W sezonie pewnie kosztowałaby tyle co mały samochód, a w styczniu – do zrobienia przy naszej licznej ekipie. Szczerze? To była baza idealna.

Z willi robiliśmy spacery wzdłuż wybrzeża, aż do portu. Po drodze obowiązkowy Most Miłości – dzieci uznały, że nazwa „fajna, ale bez sensu”, a my udawaliśmy romantyzm, robiąc selfiaki 😉

Wybraliśmy się też autem na:

  • Cape Greco – przepiękne klify, wiatr rozwiewający włosy i czapki. Widoki jak z katalogu!
  • Nissi Beach – sztos! Pomimo stycznia, 25 stopni, darmowe leżaki, słońce, dzieci budujące zamki, dorośli… wreszcie leżący. Bez tłumów. Raj.

Zaliczyliśmy też inne plaże, ale wiatr wygonił nas zawsze z powrotem na Nissi. Nasza “prywatna” enklawa słońca.

Jedzenie, ceny i marketowy

Cypr nie jest drogi, ale… w kurortach turystycznych ceny zawsze razy trzy! Na szczęście, będąc autem to nie problem. Wystarczy skoczyć do Lidla i już – gotujemy sobie, jemy na tarasie z widokiem na morze, a wieczorem… zachód słońca z winem w jacuzzi. Tak, życie to nie bajka – to Cypr w styczniu.

Naładowani po uszy

Po tygodniu słońca, luzu, wycieczek i dzieci śpiących jak susły (bo biegają jak dzikie), wróciliśmy do Polski… i do śniegu. Ale nie szkodzi – my wróciliśmy z naładowanymi bateriami, rodzinnymi wspomnieniami i toną zdjęć, które będziemy oglądać przy każdej kolejnej szarówce.

Czy polecam Cypr zimą… Z całą rodziną, szwagrami i teściami? Tak. Zdecydowanie.

Po sezonie, bez tłumów, z plażami tylko dla nas, willą z bajki i pogodą, która przypomina, że życie to jednak piękna przygoda.


TIP dla podróżników poza sezonem:

Nie czekajcie na lato. Zima to też świetny czas na wakacje – mniej ludzi, lepsze ceny i… więcej słońca niż w polskim lipcu 😉

Cypr w styczniu – totalnie warto!

Polecane artykuły

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *